sobota, 29 czerwca 2013

Nie oceniaj książki po recenzji

Każdemu raz czy dwa zdarzyło się oceniać książkę po okładce. Mi zdarzyło się nawet kupić kilka książek ponieważ okładka przyciągnęła moja uwagę. Świetnym przykładem są książki Jo Nesbo które wprost uwielbiam i nie będę ukrywać że pierwszą kupiłam tylko i wyłącznie ze względu na okładkę. Są też książki które chce kupić i wiem że chce je przeczytać, ale okładka mi się nie podoba i zwyczajnie je pomijam. Zazwyczaj staram się unikać kupowania książek których okładki zdobi twarz aktora. Nie lubię też wszelakich naklejek typu "bestseller" "hit numer 1 według "tytuł gazety która nic dla mnie znaczy". Najbardziej chyba lubię proste nieskomplikowane okładki zawierające tytuł, imię i nazwisko autora. Bez zbędnych ozdobników i nachalnych reklam.

Na wspomnianym Nesbo pojawiła się czerwona kropka z informacja "Nesbo strącił z tronu Larssona" gazeta.pl. Jak już wspomniałam wcześniej wyjątkowo lubię okładki książek Nesbo z wyjątkiem tej okropnej czerwonej kropki. Opinia portalu gazeta.pl na temat twórczości Nesbo i Larssona nie ma dla mnie znaczenia w przypadku tych dwóch autorów. Ja chętnie czytam obu i nigdy nie zastanawiałam się nad tym który z nich siedzi na tronie a który nie. oczywiście mogę wejść na jakikolwiek portal przeczytać ich recenzje. może nawet na podstawie tego co napiszą kupie albo nie kupie jakieś książki. Ale czy naprawdę koniecznie muszę to mieć wydrukowane na okładce książki w postaci okropnej czerwonej kropki? Ja rozumiem że to marketing ale czy ktoś faktycznie kupi książkę dlatego ze gazeta.pl napisała ze Nesbo stracił z tronu Larssona?
Fragmenty recenzji drukowane na książkach bywają pomocne, ale tylko w przypadku jeśli znamy źródło i mu ufamy. Super pozytywny cytat z nieznanej gazety tak naprawdę nic mi nie mówi. Wyrwane z kontekstu trzy wyrazy mogą oznaczać wszystko i nic. 

Zdarzyło mi się jednak złapać na chwytliwy cytat na okładce. Czasami lubię kupować książki na oko W ten sposób natrafiłam na kilka świetnych tytułów 3 z nich są na liście moich najbardziej ulubionych książek.Ostatnio jednak natrafiłam na książkę która miałam ochotę wyrzucić w połowie czytania. Zdarzało mi się czytać książki nudne i nieciekawe. Wiele z tych książek leży na półce nieprzeczytanych i czeka na lepsze czasy. Natomiast "Zabójczy gatunek" Dave'a Freedmana jest jak do tej pory najgorsza książką jaka czytałam. Kupiłam ją ze względu na cytat z okładki. "Wiarygodna, zatrważająca powieść z wyrazistymi, przekonującymi postaciami" podpisane Booklist Reviews i "Thriller w styku nowoczesnych powieści Michaela Crichtona opart na solidnych naukowych podstawach i śmiałych teoriach" - Washington Post Book World. Zgubiła mnie moja słabość do thrillerów opartych na solidnych naukowych postawach. Bardzo lubię mieszankę grozy z faktami naukowymi. Wydaje mi się to bardziej przerażające, kiedy zagrożeniem jest coś rzeczywistego, a nie jakieś fikcyjne straszydło. Pod tym względem bardzo lubię książki Robina Cooka. Ciekawy wydał mi się również Zwodniczy Punkt Dana Browna. Najbardziej przerażają mnie stworzenia z głębin morskich. Z przyjemnością przeczytałabym wiarygodny thriller o potworze z głębin morskich. Takim stworzeniu które dla laika w dziedzinie biologi mogłoby wydawać się prawdziwe.

Zacznijmy od tego że postacie w książce wcale nie są wyraziste. Są płytkie, puste i bez wyrazu. Żadnego bohaterka książki dosłownie nic nie wyróżnia na tle pozostałych. Są jednolitą szarą masą o której zapomina się natychmiast po przeczytaniu zdania. Żaden z bohaterów nie zapada w pamięć, żadnego z nich nie da się lubić ani nie lubić. Dialogi są sztuczne i drętwe. Naukowcy rozmawiają miedzy sobą krótkimi prostymi zdaniami które momentami nie maja najmniejszego sensu. Jeden z takich rozmów wygląda mniej więcej tak:
-Criag.
-Tak.
-Czas zacząć się bać, bracie.
-Tak?
-Tak.
Ja osobiście zaczęłam się śmiać, a nie bać. Poważnie taki dialog istnieje w książce chyba jedynie po to żeby miała ona więcej niż 120 stron. jednak nie wszystko w tej książce było takie złe. Ciekawa wydała mi się narracja w momencie kiedy obserwowaliśmy świat oczami stworzenia. Te fragmenty czytałam z zaciekawieniem mniej więcej do połowy książki. Do czasu jak stworzenie pozostawało w wodzie można było faktycznie czuć grozę opartą na "naukowych" podstawach. Oczywiście z punktu widzenia laika. Są jednak pewne rzeczy w które nawet największy ignorant na świecie po prostu nie jest w stanie uwierzyć, a tym bardziej odczuwać przed nimi lęk. Po prostu niektóre rzeczy są tak nieprawdopodobne, że wydają się bardziej śmieszne niż straszne.Okropna historia bardzo źle napisana. 


środa, 2 stycznia 2013

Podsumowanie roku 2012 i plany na 2013

Podsumowanie dotyczmy książek przeczytanych w zeszłym roku. Wypadło to niestety dość mizernie. Doliczyłam się około 12 przeczytanych książek co jest liczbą skromną. Dużo się w 2012 roku rzeczy działo i w tym wszystkim zabrakło czasu na małe i duże przyjemności.

Trafiłam też na dwie wyjątkowo kiepskie książki. Przy okazji doszłam na wniosku, że czym książka ma na okładce więcej zachęt i cytatów, tym bardziej jest kiepska i wypychana na siłę. Zachwyty jaka to epicka historia, jedyna w swoim rodzaju wspaniała wspaniałość jakiej świat jeszcze nie widział. Ale w sumie na liście najczęściej kupowanych książek świata tuż obok Biblii jest saga Zmierzch. Co ciekawe ja chyba nie jestem statystycznym klientem księgarni ponieważ w swoich zbiorach nie posiadam żadnej książki z wyżej wspomnianej listy. Z tej listy to Harrego Pottera i Władce Pierścieni chciałabym jedynie przeczytać. Obydwie serie powinnam mieć już dawno przeczytane ale od jakiegoś czasu zaczęłam stosować zasadę żadnych nowych zakupów książkowych zanim nie przeczytam poprzednich. Mam spore zaległości w czytaniu książek które już posiadam. W 2012 niestety więcej książek kupiłam niż przeczytałam. W sumie nie jest tak do końca źle mam dzięki temu co czytać. Tak więc w roku 2013 planuje przeczytać w końcu Harrego Pottera i cześć mojej kolekcji książek Kinga. Chciałabym też skończyć serie Millenium Larssona i poznać dalsze losy detektywa Harrego Hole.  

sobota, 22 grudnia 2012

Książkowe dekoracje świąteczne


Kilka książkowych pomysłów na dekoracje choinkowe.
Śliczne są te wszystkie bombki i myślę że można zrobić je z gazet zamiast książek. Trochę szkoda byłoby niszczyć książki. Chyba żeby kupić jakieś podniszczone książki i z nich spróbować zrobić takie dekoracje. 
 Jest też pomysł na książkowe kartki świąteczne i torebki na prezenty.  
 
 Wszystkim życzę wesołych świat i dużo książek pod choinką.

piątek, 21 grudnia 2012

Brzydki zapach książki

  
 Raz na jakiś czas zdarza kupić mi się używane książki na allegro. Chociaż nie lubię używanych książek zazwyczaj udaje mi się kupić takie które są w idealnym stanie. Kilka tygodniu temu kupiłam książkę wizualnie idealna niestety o brzydkim zapachu papierosów. Zapach jest na tyle nieprzyjemny i mocny, że książki po prostu nie da się czytać. Zastanawiam się czy da się taką książkę jakoś "wywietrzyć". Przez to że książka jest klejona nie za bardzo mam jak ją rozłożyć, a taka zamknięta to może sobie leżeć kilka lat, a zapach i tak pozostanie. Są jakieś dobre i skuteczne sposoby odświeżenia książki bez uszkodzenia jej ?



piątek, 27 lipca 2012

Lunatyk - Jonathan Barnes

Książka przedziwna, pełna sprzeczności. Ciekawa okłada przyciąga wzrok. W księgarni z daleka wypatrzyłam ta książkę i specjalnie się po nią wróciłam. Owszem uważam że nie należy oceniać książki po okładce, ale w tym jednym wypadku jestem skłonna zrobić wyjątek. Okładka jest interesująca, wygląda jak stary cyrkowo-teatralny plakat. I taka właśnie jest ta książka to teatr dziwów w starym dobrym stylu. W stylu wiktoriańskim przełomu XIX-XX wieku.

 "Należy się wam ostrzeżenie. Niniejsza książka nie posiada żadnej wartości literackiej. Składa się na nią stek bzdur obliczonych na tani efekt, fabuła jest zagmatwana i niewiarygodna, postaci nie przekonują, a marny i monotonny styl, pełen zbędnych udziwnień, nazwać trzeba żałosnym. Wątpię zatem głęboko, czy uwierzycie w zawarte tu treści." Ostrzeżenie narratora w pierwszych zdaniach powieści jedynie zachęca do dalszego czytania. Ten "stek bzdur" w zabawny sposób wprowadza nas w nastrój całej książki. narrator nie do końca poważny drażni się z czytelnikiem. Mnie zachwycił ten "żałosny" styl, odebrałam to jak autoreklamę ukryta pod płaszczykiem antyreklamy. Zauroczyły mnie "zbędne" udziwnienia które narrator stosował bardzo chętnie. Rozczarowująca była dla mnie zmiana stylu narracji z postępem historii. W połowie książki zagubił się gdzieś ten zabawny styl który zachwycił mnie na początku. A właśnie z tego powodu książka ta była ciekawa. Sama historia była miejscami nudnawa, pomimo nadmiaru zdarzeń nieprawdopodobnych i zupełnie dziwnych dało się przewidzieć co będzie dalej. Po dreszczowcu z "epoki" spodziewałabym się nieco więcej.


 Braki w fabule wynagradzają opisy wiktoriańskiego Londynu. W książce pokazana jest mroczna, brudna i śmierdząca strona miasta. W czasie tej literackiej wycieczki po Londynie odwiedzamy mroczne więzienie, przybytki uciechy pełne dziwacznych niewiast jak chociażby brodata Mina, kręte ciemne uliczki oraz siedzibę tajnej agencji rządowej.

Ostatecznie nie jestem pewna czy książka ta mi się podobała czy nie. Początek mnie zachwycił, a dla odmiany końcówka rozczarowała. Ogólnie książka była dobra i czytało się ja przyjemnie.