poniedziałek, 28 marca 2011

Mój brat alkad - Fernando Vallejo


Fernando Vallejo kolumbijski pisarz i reżyser mieszkający na stałe w Meksyku. Akcja jego książek zazwyczaj rozgrywa się w Kolumbii i nie inaczej jest w przypadku "Mój brat alkad". Jest to opowieść o małym miasteczku Támesis, o polityce, życiu, ludziach. Támesis jest odzwierciedleniem współczesnej Kolumbii, sporów politycznych, walk karteli narkotykowych, rywalizacja oddziałów paramilitarnych z partyzantami. Wszystko to przeplatane zwykłym codziennym życiem w małym malowniczym kolumbijskim miasteczku.

Książka momentami trudna w odbiorze, za dużo polityki, za dużo przemocy i wulgaryzmów, a jednocześnie napisana lekko i płynnie. Mi podobało się to połączenie ciężkości słowa z lekkością pióra. Jest takie kontrastowe jak Kolumbia opisana w książce, piękna i straszna jednocześnie. Są fragmenty kiedy wulgaryzmy pasują jednak najczęściej jest ich po prostu za dużo. Mimo to polubiłam ta książkę, która jest napisana w bardzo ciekawy sposób. Jest to historia opowiadana w drodze do miejsca przeznaczenia posiadłości rodziny Vallejo w Támesis. Narrator wyprzedza fakty po to aby za chwile znowu cofnąć się do wcześniejszych rozważań albo zmienić temat całkowicie i cieszyć się malowniczymi widokami. I te krajobrazy chyba najbardziej mnie zachwyciły. Po przeczytaniu książki poszperałam nawet trochę na Google mapach żeby znaleźć ta miejscowość na mapie ;) W książce pojawiają się hiszpańskie słowa które jedna autor sam wyjaśnia ciekawie wplatając to w cała opowieść bez konieczności dorabiania przypisów. Ja lubię jak w książce są pozostawione gdzieniegdzie słowa z oryginału nie przetłumaczone. Pozwala to bardziej wyczuć klimat. Oczywiście pod warunkiem ze ja one gdzieś w przypisach czy na końcu w jakimś słowniczku wyjaśnione. Tutaj jest jeszcze ciekawiej bo autor sam je wyjaśnia.
Oceniam ta książkę pozytywnie i z pewnością sięgnę po inne książki tego autora.

czwartek, 24 marca 2011

Nosiciel - Robin Cook


Przyszła pora żeby napisać parę słów o mojej ulubionej książce mojego ulubionego pisarza Robina Cooka. No jednego z ulubionych ale jeśli chodzi o tematykę thrillera medycznego to jest to zdecydowanie mój numer 1. Nosiciel to książka z serii przygód Jacka Stapletona. Ja nie bardzo przepadam za takimi przygodami jednego bohatera. Jest to niby o tyle mile ze nie trzeba się z nasza ulubiona postacią po skończeniu książki rozstawać. Mnie bardziej jednak w tym irytują przypomnienia tego co działa się w wcześniejszych książkach. jest to oczywiście pomocne dla kogoś kto nie czytał wcześniejszych części. Jednak dla kogoś kto czytał wszystko czytanie 2-3 książki z serii to koszmar. Co 5 zdań przypomnienie czegoś co działo się w 1 czy 2 książce. Dla wiernego miłośnika całkowicie zbędne ponieważ zazwyczaj są i tak wspomniane kluczowe momenty które się tak czy inaczej pamięta. Ale pomijając ten malutki chociaż irytujący szczegół uwielbiam przygody Jacka Stapletona.

Nosiciel opowiada o nowojorskim taksówkarzu rosyjskiego pochodzenia który w przeszłość był technikiem w zakładach produkujących broń biologiczną. Zawiedziony nowa ojczyzną planuje zemstę. W tym celu musi przetestować najpierw swoją bron. Jednak kiedy do kostnicy miejskiej zaczynają trafiać zwłoki osób, które zmarły w niewyjaśnionych okolicznościach wzbudza to podejrzenia Jacka Stapletona.

Wizja świata w którym jednostka niezadowolona z życia, kraju, pracy dysponuje wiedzą i możliwościami które mogą zagrozić ludzkości. Zazwyczaj traktuje takie książki jako bajki do poduszki. Przyjemnie się je czyta. Fascynujące są losy jednego człowieka który ratuje świat. W przypadku serii to nawet wielokrotnie ;P Zdarzają się jednak takie historie które bardzo ocierają się o prawdę. Albo co gorsze po jakim czasie okazują się prawdą. Chciałabym móc czytać takie książki jako całkowita fikcję nie zastanawiając się czy gdzieś tam ktoś w swojej piwnicy nie robi jakieś broni biologicznej.
Zwarta akacja do końca trzymająca w napięciu bez zbędnych przedłużeń i przynudzań.

poniedziałek, 14 marca 2011

Bezsenność - Stephen King


Powoli kończę czytać Cujo, ale przy okazji powrotu do mojego ulubionego autora zaczęłam rozmyślać nad ulubionymi ksiazkami. Czytam sporo chociaż ciągle mam wrażenie że za mało. Tak czy inaczej Wśród moich ulubionych książek jest parę tych napisanych przez Kinga. Ogólnie moje gusta są czasami bardzo skrajne. Uwielbiam trudna i skomplikowana, politycznie uwikłana twórczość Fuentesa, obyczajowe powieści Irvinga i wreszcie przerażające historie Kinga. Bo tak muszę się przyznać czytając Kinga często się boję. Najczęściej przerywam wtedy czytanie na jakiś czas. Najgorsze a może najlepsze w tym jest ze jak już wracam do książki i czytam ja dalej okazuje się ze to czego się bałam parę stron wcześniej wydaje się mało straszne w obliczu tego co ma dopiero nastąpić. I tak w kolko aż do samego końca książki. Lubie to u Kinga ten narastający strach i napięcie. Pozornie niewinne sceny przeradzające się w horror, zagrożenie czyhające na każdym rogu, po każdym zdaniu, akapicie.

Czytając "Bezsenności" nie mogłam się oderwać i w przeciwieństwie do innych książek Kinga nie musiałam robić sobie przerw spowodowanych nadmiernym strachem. Mimo wszystko jedno jedna z moich ulubionych książek. I pomyśleć ze kupiłam ja tylko dlatego ze miała dużo stron. Jakiś czas temu przechodziłam "okres buntu" i nie czytałam niczego poniżej 350-400 stron. Najbardziej w książkach nie lubię jak się za szybko kończą. Może dlatego tak lubie Kinga on potrafi "produkować" długie ciekawe książki chociażby "To" czy "Pod kopuła" Jedyny minus "grubych" książek to taki ze nie wygodnie czyta się je w tramwaju ;P Ale wracając do tematu w Bezsenności która swoja droga przy "Pod kopuła" wydaje się być ledwie broszurka, poruszony jest temat naszej śmiertelności i przypadku jaki rządzi naszym życiem.
Jedyna rzeczą której u Kinga nie lubię to ten nieszczęsny "boży chłopiec". Tak wiec zakończenie książki nie koniecznie przypadło mi do gustu. Tylko ze po przeczytaniu książki nie miało ono jakiegoś szczególnego znaczenia. Nie wiem jak King to robi. Pisze świetną książkę z kiepskim zakończeniem a ja i tak jestem zadowolona. ;)

Zresztą ja skupiłam się na wątku życia i śmierci, nad naszym losem. Przerażającą wizja ze w każdej chwili jakiś "karzełek" z zaświatów może podejść ciachnąć nożyczkami i już mnie tutaj nie będzie. Istnienie świata równoległego do naszego gdzie ktoś decyduje o naszym losie. Trochę mnie to przeraziło może nie żeby mieć gęsia skórkę, bardziej w refleksyjny sposób. Bardzo lubię książki Kinga w których oprócz ciekawej oczywiście historii jest jakieś drugie dno głębia skłaniająca nas do refleksji. Bo można się bać albo potworów albo własnego przeznaczenia.

sobota, 12 marca 2011

Eukaliptus - Murray Bail


Lubię australijskie filmy. Są nietuzinkowe, ciekawe, zazwyczaj maja interesującą fabułę i bohaterów. Nigdy wcześniej natomiast nie czytałam żadnej australijskiej książki. Nigdy tez za taka się nie rozglądałam ale jak już w opisie książki zobaczyłam ze pisarz mieszka w Australii pomyślałam ze warto ja przeczytać. Lubię też bajki. Tak więc tym bardziej zainteresowała mnie australijska książka opisana jako bajka.
Historia Ellen córki australijskiego farmera który przyrzeka rękę niewiasty temu kto bezbłędnie nazwie wszystkie odmiany eukaliptusów jakie posadził na swojej ziemi. Oczywiście jak to w bajkach bywa kobieta jest przepiękna a legendy o jej urodzie docierają do najodleglejszych zakątków świata. Przybywa wielu śmiałków gotowych podjąć wyzwanie które tylko z pozoru wydaje się łatwe albowiem gatunków eukaliptusów sa setki, a o pomyłkę bardzo łatwo. Z biegiem lat Ellen traci nadzieję i zaczyna popadać w rozpacz i właśnie wtedy pojawia jest tajemniczy młodzieniec...


Książka opisana jako "arcydzieło" i "najwspanialsza i najoryginalniejsza historia" mi wydala się nudna. Początkowo sadziłam ze opowieść z drzewami w tle może być bardzo ciekawa. Jednak opisów było zdecydowanie za dużo i były zdecydowanie za długie. Teraz przyszła mi do głowy taka myśl ze może gdyby ta książka była ilustrowana czytałoby sie ja ciekawiej. MI ciężko było wyobrazić sobie te wszystkie drzewa których na oczy nie widziałam. Opisy i łacińskie nazwy nie przemawiały do mojej wyobraźni. Sądzę ze te fragmenty mogłyby zainteresować jedynie jakiegoś pasjonaty botanika. Długie opisy utrudniają skupienie sie na fabule która mimo ze ciekawa wiele na tym traci. Nie można odmówić jej oryginalności jednak myślę ze do arcydzieła trochę jeszcze jej brakuje. W pierwszej chwili po przeczytaniu nie spodobała mi się jednak po jakimś czasie zaczęłam dostrzegać urok tej historii. Bajkowej opowieści o podróży w głąb ludzkiego serca.

czwartek, 10 marca 2011

Chilijski nokturn - Roberto Bolaño



Roberto Bolaño (1953-2003) chilijski poeta i prozaik. Określany mianem jednego z najwybitniejszych pisarzy latynoamerykańskich swojego pokolenia. W młodości związany był z lewicowym ruchem prezydenta Allende. Po przewrocie politycznym i przejęciu władzy przez generała Pinocheta uciekł z kraju i osiedlił się w Hiszpanii, gdzie mieszkał aż do śmierci. Największa sławę przyniosły mu książki napisane w latach 90 w tym Dzicy detektywi (Los Detectives Salvajes 1998) za która został uhonorowany prestiżowymi nagrodami El Premio Herralde de Novela i El Premio Internacional de Novela Rómulo Gallegos (najbardziej prestiżowa nagroda literacka w Ameryce Łacińskiej). Inne powieści tego autora przetłumaczona na język polski to Gwiazda daleka (Estrella distante 1996) oraz Monsieur Pain (1999).

Bohaterem i jednocześnie narratorem książki jest stary umierający ksiądz Sebastián Urrutia Lacroix, który nękany gorączką i halucynacjami snuje opowieść o swoimi życiu. Jego wypowiedzi są chaotyczne, pełne urywanych myśli. Poznajemy go jako księdza, krytyka literackiego, niespełnionego poetę. Znane mu są chilijskie salony literackie i wybitni twórcy w tym Pablo Neruda. To fascynujący spektakl cieni, w którym akcja przenosi się z Chile do okupowanego Paryża, z hiszpańskiej prowincji do Santiago de Chile, gdzie nastają kolejni dyktatorzy.

Wszystko co dzieje się w książce opowiedziane jest bez narzucenia czytelnikowi konkretnych poglądów. Narrator nam pozostawia ocenę jego czynów. Co ciekawe ksiądz Sebastián zdaje się być w przeciwieństwie do autora książki zwolennikiem generała Pinoczeta. Trudno mi ta książkę jakoś jednoznacznie zaklasyfikować. Jest to proza podszyta poezja. Warto czytać miedzy wierszami, z cała pewnością lektura to skłania do refleksji do chwilowego zastanowienia się nad postępowaniem głównego bohatera. Czy to co robił było słuszne czy tez nie? Jednak do tej oceny i do takich przemyśleń wskazana jest chociaż minimalna wiedza o historii Chile. Znajomość języka hiszpańskiego również ułatwia wyłapanie niektórych gier słownych, informacji ukrytych miedzy wierszami. Jak choćby przedziwne nazwiska dwóch przedsiębiorców z którymi w pewnym momencie ksiądz Lacroix nawiązuje współpracę. Ich nazwiska brzmią Oido i Odeim co czytane wspak po hiszpańsku oznacza nienawiść (odio) i strach (miedo).

Książka ta z pewnością nie jest lektora lekką, warto ja czytać mając czas, przez brak akapitów i pojawiające się gdzieniegdzie naprawdę długie zdania czasami trudno przerwać lekturę w dowolnym momencie. Ciągi zdań i słów wciągają nas w spektakl cieni, kolejne zdania następują po sobie niespostrzeżenie, watki urywają się niespodziewanie aby znowu rozpocząć się po kilku kolejnych krótkich zdaniach. W książce tej mnóstwo jest przeciwieństwa długie niekończące się zdania przemieszane są z krótkimi jedno, dwu wyrazowymi, które sprawiają wrażenie wystrzelonych z karabinu.

Ja dałam się porwać czarowi pisarstwa Roberto Bolaño i z cała pewnością chętnie sięgnę również do jego innych książek. Myślę ze książka ta przypadnie do gustu miłośnikom pisarstwa Cortázara i Marqueza. Ja oceniam ją wysoko chociaż mieszane uczucia budzi we mnie okrzykniecie Bolaño „najwybitniejszym”. Może moja niechęć do tego słowa wynika z tego ze jest ono ostatnimi czasy mocno nadużywane. Praktycznie każda nowo wydana książka jest obecnie objawieniem, rewolucją jest najwspanialsza, najlepsza, najwybitniejsza. Wierze jednak ze w przypadku tego autora słowa te nie są nadużyciem mam nadzieje że czytając kolejne jego książki będzie mi dane się o tym przekonać.

poniedziałek, 7 marca 2011

Desperacja - Stephen King i Regulatorzy - Richard Bachman


Stephen King jest zdecydowanie jedynym z moich ulubionych współczesnych pisarzy. Jakiś czas temu za wyznaczyłam sobie za cel przeczytanie wszystkich jego książek. Zrobiłam wiec listę wszystkiego co ten niezwykle płodny amerykański pisarz napisał i nie wiem czy się cieszyć ze mam lekturę na parę najbliższych lat czy uciec z przerażeniem i udawać ze taka lista nigdy nie powstała. ;) King oczywiście ma swoje lepsze i gorsze książki. Chociaż patrząc po ilości jego fanów myślę ze nie sposób jest utrafić w gusta każdego. Jedna książka komuś może wydać się genialnym dziełem dla innego ta sama książka będzie gniotem. Są gusta i guściki. Sama nie specjalnie lubię Zielona Milę ale tutaj akurat winy może być film który obejrzałam przed książka. Staram się tego nie robić. Ale w przypadku adaptacji książki chyba nigdy nie ma dobrej kolejności. Jeśli najpierw przeczyta się książkę to film wydaje się kiepski a jeśli najpierw obejrzycie film to czytanie książki nie jest już taka radością. Przynajmniej ja tak mam. Ale to nie o filmach miało być.

W Desperacji bardzo lubię to narastające napięcie, kumulujące się zło. Były takie fragmenty kiedy autentycznie się bałam. Świetnie przedstawione jest opuszczone miasteczko z kojotami, wężami i pumami swobodnie po nim grasującymi. Grupka ludzi zdana jedynie na siebie, z jednej strony przedstawiona dość typowo wręcz schematycznie. jest "szczęśliwa" amerykańska rodzinka, jest outsider, jest miejscowy moczymorda, jest młode małżeństwo i oczywiście szczekliwie ocalała miejscowa kobieta. Każdy ma jakąś historie, jakieś tajemnice i lęki. W całej tej powieści jedynie przeszkadza mi postać chłopca. który jak mi się wydaje miał być punktem centralnym powieści. Mi wydal się zupełnie zbędny. Bardziej przypadła mi do gustu postać pisarza. Spodobał mi się również watek agenta a zwłaszcza fragment kiedy przeszukiwali baraki. Zakończenie nieco rozczarowujące ale to zapewne przez moja niechęć do postaci chłopca. Całość oceniam pozytywnie chociaż nie jest to moja ulubiona książka Kinga. Nie wiem pewnie jak przeczytać więcej to zrobię jakiś ranking na razie wydaje mi się ze jeszcze za mało przeczytałam.


Pisząc o Desperacji wypadałoby wspomnieć jeszcze Regulatorów Richarda Bachmana ;)Książka porusza temat tego samego potwora który terroryzuje opuszczone miasteczko. Tutaj zamiast miasteczka mamy zaledwie jedna mała skromna ulice na przedmieściach Wentworth w Ohio, która zostaje zupełnie odcięta od reszty świata. Oprócz wcześniej wspomnianego potwora cala reszta bohaterów tez jest taka sama jak w Desperacji. A właściwie tak samo się nazywają bo chyba nikt nie podejrzewa Johnnego Marinvilla z desperacji o mieszkanie na przedmieściach. Jak zwykle u Kinga świetny początek. Spotkałam się z opiniami ze King za bardzo przynudza we wstępie. Ja się z tym nie zgadzam. Jak uwielbiam to jego budowanie napięcia i z pozoru niewinne przedstawienie świata i bohaterów. Senny letni dzień, cicha spokojna okolica i terror, piękne mrożące krew w żyłach połączenie. Regulatorzy wydali mi się mniej straszni niz Desperacja, ale żadna postać mnie nie drażniła i ogólnie książkę czytało mi się przyjemniej. Zapewne jeśli kiedykolwiek faktycznie stworze swoja listę ulubionych książek Kinga/Bachmana to Regulatorzy znajda się na pozycji wyższej niż Desperacja.

sobota, 5 marca 2011

Jedno drzewo, jedno pożegnanie - Marina Mayoral


Marina Mayoral - Pisarka hiszpańska. Urodziła się w 1942 roku. Ukończyła wydział filologii romańskiej na Universidad Complutense w Madrycie, gdzie od 1978 jako profesor zwyczajny wykłada literaturę. Jest autorką wielu prac badawczych i krytycznych oraz utworów beletrystycznych, tłumaczonych na języki obce. Niejednokrotnie... wyróżniano ją w Hiszpanii prestiżowymi nagrodami literackimi.

Jest to pierwsza książka tej autorki która przeczytałam. Kupiłam ja ze względu na cenę (trafiłam na przecenę i książeczka kosztowała jedynie 2,90 zl)drugim powodem było pochodzenie autorki. Ostatnimi czasy przechodzę fascynacje literatura hiszpańska i latynoamerykańska. Wole literaturę z okresu boomu latynoamerykańskiego jednak pomyślałam ze warto tez zaznajomić się w literatura nieco nowsza.
Książeczka ta (pisze tak bo opowiadanie to ma jedynie 85) jest napisana w formie monologu kobity o imieniu Laura która po latach wraca w swoje rodzinne strony w celu zasadzenia drzewa Magnolii. Chociaż samo posadzenie drzewa, które jak mówi Laura nie będzie dawać ani cienia ani owoców wydaje się być jedynie pretekstem do powrotu w rodzinne strony. Do przemyśleń nad istota miłości i szczęścia, nad wplywem naszych decyzji na życie innych.
Jedno drzewo, jedno pożegnanie to książka napisana dobrze i zdaje się mimo krótkiej formy wyczerpywać temat sentymentalnego powrotu do domu. Ja czytają książkę odniosłam również wrażenie ze jest to przygotowanie do odejścia, pożegnanie się z przyjacielem, chęć pozostawienia po sobie czegoś, chociażby miałoby to być drzewo nie dające ani cienia, ani owoców.
Myślę ze książkę te należny potraktować bardziej jako wstęp do kolejnej książki Mariny Mayoral "W cieniu magnolii". Ja taki właśnie mam zamiar i przy najbliższej wizycie w księgarni zapewne za ta właśnie książka będę musiała się rozejrzeć.

czwartek, 3 marca 2011

Chemia Śmierci - Simon Beckett


Przy wyborze książki do czytania zazwyczaj kieruje się "wewnętrznym przeczuciem". Oczywiście książka może być polecona przez kogoś, ale nawet wtedy biorę tez pod uwagę moje własne odczucia do danej książki. czasami o moim wyborze decyduje drobiazg czy jak okładka, czasami cena, rodzaj i jakoś papieru i czy jest klejona czy nie. Prawdę mówiąc nawet najciekawsza książkę przestane czytać jak zaczyna z niej wypadać kartka. Poszukam wtedy po prostu innego egzemplarza. Z "Chemią śmierci" było inaczej. Po raz pierwszy w życiu kupiłam książkę bo była reklamowana. Widziałam w merze bilbord z "soczystym" opisem. A ponieważ lubię thrillery a najlepiej właśnie jak maja watki autopsyjne od razu poleciałam i książkę kupiłam. I tak faktycznie już po trzydziestu sekundach przechodzi cie dreszcz. Po minucie masz serce w gardle. A kiedy mija kolejne 5 minut zaczyna się książka... 1 rozdział jest tym czego szukałam w książkach tego typu. Thriller doskonały żeby czytać go w listopadowy wieczór przy słabym świetle. (czego nie polecam ze względu na oczy ;P) Ale brutalne opisy rozkładających się ciał to trochę za mało żeby nazwać ta książkę thrillerem. Ja się nie bałam właściwie byłam znudzona, nie odczulam tego dreszczyku. Nie czekam z niecierpliwością na odkrycie tajemnicy tych morderstw. A zaraz po skończeniu czytania książki zaraz o niej zapomniałam. Zdarzały się książki po których przeczytaniu nie mogłam spać przez parę nocy, i nie bynajmniej żadna z nich nie zawierała tak brutalnych opisów śmierci jak ta. Ogólnie to dobra książka dla kogos kto ma za dużo czasu i ma ochotę poczytać o muchach, larwach i tym podobnych okropnościach. Sama na przyszłość mam nauczkę żeby nie wierzyć reklama ;) Wiedziałam to już wcześniej ale sadziłam ze dotyczy to tylko proszków do prania a nie książek.
Jakiś czas później dostałam w prezencie dwie kolejne książki z serii. Przeczytałam bo akurat w tamtym momencie nie miałam nic lepszego do czytania. I najpierw w połowie kolejnej części zorientowałam się ze jest to cześć 3 a nie 2 a potem jak zaczęłam czytać 2 nie mogłam się połapać o co chodzi. Okazało się ze zupełnie nie pamiętam części pierwszej. Miałam pustkę w głowie. Przeczytałam wiec ja kolejny raz. Właściwie to przekartkowałam tak dla odświeżenia pamięci. Do trzeciej części już nie wróciłam i nigdy nie skończyłam jej czytać. Książka mnie rozczarowała i chyba nie dlatego ze jest kiepska. Bo nie jest myślę ze po zobaczeniu tej reklamy nastawiłam się na coś zupełnie innego. Coś powiedzmy w rodzaju połączenia Stephena Kinga (strach) i Robina Cooka (autopsje). Ponieważ nie miałam się czego bać historia wydala mi się po prostu nudna i praktycznie zaraz po przeczytaniu wyrzuciłam ja z pamięci. Zapewne żeby zrobić miejsca na coś ciekawszego albo straszniejszego zależy na co będę miała w najbliższym czasie ochotę ;)

wtorek, 1 marca 2011

Nowatorstwo poetyki Julio Cortázara cz.3


„Książka dla Manuela” bardziej nowatorska niż wcześniejsze powieści autora posiada bardziej ułożony i chronologiczny tok narracji, jest natomiast rozszerzona o elementy wcześniej nieznane i nie używane w prozie tradycyjnej, jak wiersze, rysunki, wykresy, wstawki kursywa, wyróżnione innym krojem czcionki nie rozszyfrowane ułamki tekstu oraz inne, bardziej zrozumiałe, wydrukowane drobna czcionką miedzy wierszami, tabele, teksty depesz agencyjnych, fragmenty listów, a także liczne wycinki prasowe których istnieje uzasadnia tytuł powieści: „Książka dla Manuela”. Wycinki te mają w przyszłości stanowić lekturę dla syna pary bohaterów. Książka ta, zrealizowana jest i zaplanowana na wzór filmu dokumentalnego albo oddawanego właśnie do druku najnowszego wydania gazety, była to metafora i jednocześnie kronika okrutnej rzeczywistości krajów Ameryki łacińskiej w latach siedemdziesiątych.

Taką technikę kolażu u Cortazara można zaobserwować również w innych sferach jego pisarstwa, w niejednorodnych trudnych do zakwalifikowania zbiorach jak chociażby „W osiemdziesiąt światów dookoła dnia”. Którego cechą wyróżniającą jest połączenie eseju z felietonem, poezją, opowiadaniem, fragmentami wspomnień i osobistych refleksji a wszystko to bogato ilustrowane i opatrzone zdjęciami.

Interesującym zabiegiem jaki stosuje Cortazar w swoich opowiadaniach jest również próba stworzenia swojego własnego specyficznego języka. Najbardziej widoczne jest to w książce „Wielkie wygrane” gdzie autor na potrzeby historii wymyśla własny język gligliński. Podobne zabiegi stosuje również w innych swoich powieściach jak choćby w „Grze w klasy” taki dziwny niezrozumiały język pojawia się w rozdziale 68: „Ledwie zaczynał lerfić jej neomy, już jej się drliła klamycja i oboje zapadali w wodomurie, w dzikie prężyny w rozpaczliwe dystalancje” W taki oto oryginalny sposób Cortazar opisuje akt miłosny którego intensywności wymyka się tradycyjnym opisom. Słowa muszą „skakać w przepaść” która pozbawia je pierwotnego znaczenia albo nadaje im inne, nie zawsze przeciwstawne ale również trafne. Nowy nie zawsze zrozumiały język w połączeniu z surrealistyczna-abstrakcyjnym stylem narracji zmusza i mobilizuje czytelnika do współdziałania, pobudza myślenie i wyobraźnie. Ponieważ książka według Cortazara powinna prowokować, zakładać pisanie między wierszami, nie powiązane, chaotyczne, ściśle antyliterackie. Nie pozwala pozostać bezczynnym. Wymusza na czytelniku aktywny udział w współtworzeniu dzieła literackiego.