poniedziałek, 28 lutego 2011

Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger


Jest to bardzo piękna poruszająca historia. A muszę przyznać ze jeśli chodzi o romanse jestem trudna czytelniczka. Niewiele było w stanie mnie chwycić za serce czy nawet przekonać do siebie. Uwielbiam pewnie jak większość kobiet historie miłosne. Jednak nie wiem czy to za sprawa tych wszystkich oklepanych komedii romantycznych czy tez serii harlekin zraziłam się do romansów jako takich. A nie słusznie bo jest wiele wspaniale napisanych historii miłosnych które nie są ani oklepane ani mdłe. Może moja niechęć do historii miłosnych bierze się stad ze maja one zazwyczaj piękny przesłodzony koniec który biorąc pod uwagę wcześniejsze losy bohaterów wydaje się nienaturalny sztuczny. Oczywiście jest szczęśliwy ale nie zawsze satysfakcjonujący. Mimo wszystko chyba wole historie smutne, trudne, tragiczne. Wole takie romanse w których w choć jednym momencie uronię nad nimi choć jedna łzę. Kiedy jako lekturę wybieram romans mam ochotę na jakieś głębsze przeżycia. Chce się z bohaterami opowieści radować ale i tez smucić.Bo chyba taka naprawdę dobra historia miłosna musi mieć zakończenie tragiczne. Niespełniona miłość, tragiczna śmierć.
Żona podróżnika w czasie to historia napisana bardzo ciekawie. Czyta się ja jednym tchem, jest ciekawa wciągająca i oczywiście ma to co cenie najbardziej pozwala się uśmiechnąć, pozwala zapłakać. Jedyna wada jaka ma ta książka to brak zdecydowania jeśli chodzi o tytuł. Jest to naprawdę mylące i zbijające z tropu. W książkach zazwyczaj denerwują mnie dwie rzeczy. Aktorzy na okładkach i bałagan z tytułem.
Jest to naprawdę piękny klasyczny romans. Chwytająca za serce opowieść o miłości o dwojgu ludzi którzy potrafili odnaleźć się w czasie. Którzy mimo wielu trudności potrafili się kochać i żyć razem.

niedziela, 27 lutego 2011

Nowatorstwo poetyki Julio Cortázara cz. 2


Opowiadania Julio Cortazara, tak niejednoznaczne w wymowie są trudne do zakwalifikowania do jednego gatunku literackiego. Szczególne wątpliwości budzą te utwory, w których pojawiają się elementy niezwykłości, tajemnicy, w których rzeczywistość zostaje w pewien sposób odkształcona. Najczęściej próbuje się przyporządkować je do dwóch nurtów: fantastyki i realizmu magicznego. Sam Cortazar w swoich wypowiedziach niejednokrotnie odnosił się do pojęcia fantastyki jak chociażby we wcześniej przytoczonym cytacie. Fantastyka w wydaniu Cortazara była zaskakująca w swojej treści, jednocześnie nie przejawiając w swej formie różnic wobec rzeczywistości. Okoliczności, w których dochodzi do wyjątkowych i niezwykłych wydarzeń są naturalne, niczym nie dziwią. Cortazar w swym poczuciu fantastyczności nie stwarza żadnych nowych światów, nie wprowadza elementów nadprzyrodzonych, ponieważ dla niego najważniejsze jest napięcie wywołane zakłóceniem codzienności, zderzeniem elementów, które przedstawione osobno nie budzą zastrzeżeń i wątpliwości. Argentyński pisarz nawoływał do myślenia intuicyjnego, do całkowitego otwarcia się na świat, co spowoduje, że będziemy mogli dostrzec wszelkie, nawet te pozornie niemożliwe, zjawiska zachodzące w rzeczywistości. Taki sposób postrzegania świata prezentuje właśnie realizm magiczny, który to sięga w głąb rzeczywistości i tam doszukuje się dziwności i zaskoczenia, które wynikają z naszych skrywanych lęków i wierzeń. Te cechy opowiadań Cortazara pozwalają na nazwanie ich utworami realistycznomagicznymi.

Powieści Cortazara w szczególności najbardziej znana ”Gra w Klasy” ale tez późniejsze jak chociażby „62. Model do składania” i „Książka dla Manuela” określić można mianem nowatorskich. I tak począwszy od „Gry w klasy” rozpoczyna się intensywniejszy proces rozbicia narracyjnej struktury powieści, który co prawda nie sięga jak u Vargasa Llosy, tkanki samego zdania ale, wzorem francuskiego nouveau roman (nowa powieść, antypowieść), rozbija na okruchy ciąg fabularny. Nowa powieść zakłada oderwanie się od tradycji egzystencjalizmu i psychologizmu oraz całkowite przebudowanie i odnowę gatunku. Obiektem zainteresowania takiej powieści nie miał być świat zewnętrzny ale jego odwzorowanie w niej samej. „Gra w Klasy” jest pierwsza powieścią iberoamerykańska, która sama siebie przyjmuje za swój główny temat, to znaczy, która przypatruje się własnym metamorfozą, tworząc się krok po kroku przy współuczestnictwie czytelnika biorącego na siebie część procesu twórczego.


„Gra w klasy” opatrzona instrukcją obsługi w której autor objaśnia czytelnikowi w jaki sposób może czytać książkę jest swoistym labiryntem rozdziałów. Książkę ta można czytać na kilka sposób i tak najpierw czyta się księgę pierwsza w sposób tradycyjny od 1 do 56 rozdziału aby przejść następnie do części kolejnej („rozdziały bez których można się obejść” ) wdzierającej się na teren pierwszej. Zamykający cykl rozdział 131 powtarza się dwa razy (131 - 58 - 131) następuje w ten sposób swoiste zapętlenie się opowieści. Forma narracyjna powieści zostaje zakwestionowana, autor proponuje podzielić czytelników na dwie grupy (czytelników samice i czytelników-wspólników) Samą formę książki można określić jako labirynt bez środka, pułapkę, która zamyka się cyklicznie na czytelniku, węża który gryzie się w ogon. Istnieje również trzeci sposób czytania powieści, w którym czytelnik dostaje do ręki strzępki narracji wraz z propozycja autora aby sam je sobie ułożył.

Cortazar w „Grze w klasy” porusza nie tylko temat sytuacji człowieka na świecie ale również sama strukturę powieści, język jako element ograniczający i stymulujący proces twórczy, formę, która już jest nierozłączna z treścią, gdyż nie ma innego dojścia do treści jak poprzez formę. Autor neguje utwór który pisze, albo raczej proponuje inny, nie mniej prawdziwy, unicestwia język, dementuje cały precyzyjny mechanizm tradycyjnej opowieści, maksymalnie ośmiesza dobrze znany sposób myślenia i pojmowania człowieka. Każdy z fragmentów książki łamie prawa początku, środka i zakończenia, aby wspomnieć tylk najogólniejsza zasadę powieści. Nie sposób nie zauważyć ze „Gra w klasy” jest dziełem korzystającym nie tylko z bogatej tradycji literatury argentyńskiej (wcześniej wspomniany Borges), ale również czerpie z literatury francuskiej, a zwłaszcza z nadrealizmu we wszystkich swoich odmianach. Powieść ta można określić mianem antypowieści atakującej strukturę powieści napisanej jednak z dbałością o zachowanie jej materii. W przewrotny sposób ukazującej głęboki i tajemny temat poszukiwań pomostu pomiędzy dwoma doświadczeniami (Paryż, Buenos Aires) oraz pomostu pomiędzy egzystencjami dwóch ludzi (Olivier, Traveler). Dzieło to traktuje o rozdwojeniu Argentyńczyka oraz o dwoistości która czyha w innych wymiarach naszego życia. Forma książki miesza się z jej zawartością. Z pewnością powieść ta wytyczna wiele nowych kierunków prozie jej współczesnej jak i późniejszej. Dzieje się tak przed wszystkich poprzez swobodę z jaka traktuje narrację. Swoboda ta możliwa jest dzięki fragmentaryzacji rozbijającej pewien sposób opowiadania który ma się za jednolity. „Grę w klasy” można porównać do rozbitego lustra. Po złączeniu poszczególnych części i zrozumieniu fragmentaryzacji dochodzi się do planu organizacji powieści jako „modelu”, takiego modelu który się narzuca do którego trzeba dojść, który trzeba zrozumieć albowiem jego zrozumiałość nie jest dana sama w sobie ale zależna od zdolności interpretacyjnych odbiorcy, który go „składa”, zgłębia do końca, przyswaja, przeżywa.

sobota, 26 lutego 2011

Nowatorstwo poetyki Julio Cortázara cz. 1


Twórczość Cortazara przywodzi na myśl obrazy surrealistów gdzie nierzeczywistość występuję jako jeden z elementów rzeczywistości. Tak jak w obrazach Paula Delvauxa, gdzie w nierealnej sennej scenerii snują się nieprawdopodobne ale wyraźnie ludzkie postacie. Albo też poetyckie pejzaże Magritte’a, w których zwykłe otoczenie zawiera elementy niezwykłe, nadzwyczajne czy też osobliwe. Tak jak ten z obłokiem wypływającym przez uchylone, ustawione samotnie na plaży drzwi. Zresztą sam Cortazar odnosi się do malarstwa Magritta w swojej książce „W osiemdziesiąt światów dookoła dnia” opisując „chmurę Magritte’a” prawdopodobnie mając na myśli ten właśnie obraz. Sam autor „Gry w klasy” takimi oto słowami opisuje swoje opowiadania: „Niemal wszystkie moje opowiadania należą do gatunku, który z braku lepszego określenia nazywa się fantastyką, i przeciwstawiają się temu fałszywemu realizmowi, polegającemu na wierze, iż wszystko daje się opisać i wyjaśnić, jak głosił filozoficzny i naukowy optymizm XVIII wieku, to znaczy wewnątrz świata rządzonego mniej lub bardziej harmonijnie przez system praw, zasad, relacji, przyczyn i skutków, zdefiniowanych psychologii, solidnie udokumentowanych geografii.” W wypowiedzi tej jak i w pisarstwie Cortazara można odnaleźć wpływy innego pisarza argentyńskiego Jorge Luisa Borgesa który wskazuje upodobanie do filozofii Wschodu, uniwersalizmu kulturowego i braku zaufania do ciasto pojmowanego realizmu. Jednak sam Cortazar do borgerowskiej chłodnej geometrii, komputerowej logiki zdaje się dodawać tak dla siebie specyficzny płomień szaleństwa a ścisłą logikę uzupełniać elementem niepokojącej poezji. Można powiedzieć ze jest on autorem pełnym sprzeczności, nieokreślonym i wymykającym się wszelkim definicjom.

W opowiadaniach Cortazara w ich budowie i sposobie pisania można również znaleźć odniesienie do jazzu. W jazzie występuję termin „takes” który oznacza wielokrotne wykonanie tego samego motywu. Porównanie takie nasuwa się podczas czytania kolejnych tomów opowiadań. Uszeregowane chronologicznie zdają się wciąż krążyć w tych samych rejonach. Pisarz wciąż na nowa bada te same strefy ludzkiej egzystencji, wciąż powraca do tych samych labiryntów gdzie w atmosferze snu, niepokoju, trwogi poruszają się bezwolnie jego bohaterowie. Schemat takich opowiadań zdaje się w większości przypadków taki sam, wtargnięcie absurdu w zwykła codzienną rzeczywistość. I tak jak w obrazach surrealistów rzeczywistość burzy jakiś niecodzienny szczegół, odmienności, nasyca go element niepokoju i grozy. Tymczasem bohaterowie opowiadań Cortazara najczęściej noszą piętno odmienności albo stykają się z nią w którymś momencie. Znajdują się w sytuacji bez wyjścia, są rzuceni w grę w której stawką najczęściej bywa ich los. Punktem wyjścia tych gier najczęściej są sytuacje banalne nie zapowiadające nierzeczywistych zdarzeń wymykających się zwykłemu sposobowi pojmowania świata. Przy czym Cortazar daje nam do zrozumienia ze to nie świat jest absurdalny tylko nasze postrzeganie rzeczywistości w której przywykliśmy do codziennej rutyny, przyjmujemy wszystko bez zdziwienia, nie siląc się nawet na zbadanie istoty zjawisk powszechnie uznawanych za oczywiste. „Absurdem jest – powiada w „Grze w klasy” Oliveira – że kiedy wychodzisz rano i za drzwiami znajdujesz butelkę mleka, uważasz to za naturalne, bo to samo zdarzyło ci się wczoraj i zdarzy jutro. Ta stagnacja, to «niech tam», ten podejrzany brak wyjątków”.

piątek, 25 lutego 2011

Wszystkie Szczęśliwe Rodziny - Carlos Fuentes


Prozą latynoamerykańska interesowałam się od bardzo dawno. Jako ambitna nastolatka próbowałam czytać Fuentesa, LLose, Cortazara, Marqueza. Miałyśmy z koleżankami w liceum takie kolko wzajemnej adoracji które można by było nawet podciągnąć pod klub miłośniczek książek. Czytałyśmy głownie Whartona. Zdarzały się również romanse czytane po nocach pod kołdra z latarka oczywiście z wypiekami na twarzy. Książki głownie wypożyczałyśmy z biblioteki lub wymieniałyśmy miedzy sobą książkami z własnych zbiorów. Moje zbiory w tamtym czasie były wyjątkowo mizerne. "Za moich czasów" nie było wyprzedaży książek, księgarni internetowych, ani stoisk z tania książka. Któregoś razu moja przyjaciółka pożyczyła mi "Lata z Laura Diaz" Fuentesa. Jak ja się niemiłosiernie męczyłam czytając tą książkę. Absolutnie nic z niej nie rozumiałam. Jest jednak dość spora przepaść miedzy relatywnie lekkim pisarstwem Whartona a pisarstwem chociażby Fuentesa. Przy pierwszej probie przeczytania "Miasta i psów" Llosy tez musiałam się poddać. I kto by pomyślał ze niespełna kilka lat później będę tymi książkami zachwycona i zafascynowana. Najwidoczniej do niektórych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć.
Czytając Fuentesa dobrze jest mieć jakąś minimalna choćby wiedzę o historii Meksyku. Tło kulturalno obyczajowe tez jest istotne. Bez minimalnej wiedzy na temat kultury i historii ameryki łacińskiej książki te wydaja się trudne, momentami bezsensowne, ciężkie w zrozumieniu. Sam styl tez do najłatwiejszych nie należny. Przydługie i zawile zdania czy nazwanie polowy bohaterów tym samym imieniem.
Zabawne są zrządzenia losu. Zabawne ze po wielu latach po porzuceniu Fuentesa w ciemny kat odkryłam go na nowo i się niem zachwyciłam. Wszystkie szczęśliwe rodziny są zbiorem opowiadań których tematem przewodnim są rodziny. Nie wiem czy szczęśliwe rodziny. Ale o to chyba właśnie chodzi. Czy wszystkie rodziny są szczęśliwe? Czy naprawdę istnieją rodziny tak cukierkowo słodkie że aż mdłe. Oczywiście tłem losów tych wszystkich szczęśliwych rodzin jest Meksyk. Historie poprzedzone są chórami które stanowią wstęp czy tez zapowiedź do kolejnych historii. Wszystko to połączone w spójna całość ukazuje życie we współczesnym Meksyku. Historie są wciągające i przejmujące. maja w sobie coś co chwyta za serce. Coś co każe się za chwile zatrzymać i zastanowić nad własną rodzina nad własnym szczęściem.

czwartek, 24 lutego 2011

Wielki Marsz - Richard Bachman (Stephen King)


Jedna z moich ulubionych książek. Kupiona przypadkiem pod wpływem impulsu. Lubiłam i znałam już wtedy książki Kinga, ale Bachman był dla mnie zagadka. Kupując książkę nie wiedziałam ze Bachman jest pseudonimem Kinga, a ponieważ nazwisko króla horroru było mniejszymi literkami w nawisanie sądziłam ze napisał wstęp, pochwale bądź coś w tym rodzaju. Prawda jest taka ze nie miałam akurat w tamtej chwili ochoty na nic Kinga. Czytałam wcześniej "Bezsennosc" i "Łowce snów". Kojarzyłam Kinga jedynie z mrocznymi historiami związanymi z UFO czy innymi silami nadprzyrodzonymi . Oczywiście wiedziałam ze to mylne założenie bo znam jego inne książki. Ale jakoś akurat wtedy myśląc o Kingu miałam w głowie "Łowce Snów".
Wielki Marsz jest opowieścią przerażająca. mroczna wizja przyszłości. Tylko ze książka została napisana i wydana w 1979. Można powiedzieć ze ta mroczna i przerażająca przyszłość powoli zaczyna być nasza teraźniejszością. Oczywiście nie mowie o niczym tak ekstremalnym jak u Kinga. Ale nie zastanowiło was nigdy ze obecnie w wiadomościach pokazują morderstwa, nieboszczyków lezących w ulicy, zakrwawione ciała, a maskują kawałek sutka? Pol godziny będą opowiadać o morderstwie ze wszystkimi strasznymi szczegółami ale nie mogą powiedzieć "dupa". Nie mowie ze w telewizji przydałoby się więcej seksu. Bo to nie o to chodzi. Ale gdybym chciała pooglądać sobie coś erotycznego muszę czekać do północy a morderstwo? Wystarczy włączyć wiadomości. prawda jest taka ze lubimy patrzeć na śmierć, cierpienie, krew. Sama jakiś czas temu byłam świadkiem wypadku samochodowego a właściwie motocyklowego. Ranny potracony przez samochód motocyklista leżał na ziemi. Zaczęli zbiegać się go niego ludzie. Moja pierwsza myśli złapać z komórkę i zadzwonić po pomoc. Stałam w znacznej odległości od miejsca zdarzenia. Wokół motocyklisty w tym czasie zdarzył zebrać się już tłumek. Jak naiwnie sadziłam ludzi którzy spiesza mu z pomocą. Ale nie oni wyciągnęli komórki i zaczęli robić zdjęcia. Było w tym coś makabrycznego. Skąd u ludzi taka żądza krwi? Czytając Wielki Marsz byłam przerażona ta historia. Byłam przerażona ze to mogę kiedyś w cale nie tak odległej przyszłości stać sie nasza rzeczywistością. rzadko sięgam po fantastykę. Bo albo jest zbyt nierzeczywista albo zbyt rzeczywista a wtedy przechodzą mnie ciarki.
No tak o książce w sumie mało było. Ale to dlatego ze książka ta zbudza we mnie pewne emocje. Historia jest wciągająca. Akcja wartka. Trzeba pamiętać ze chłopcy są w ciągłym ruchy. i muszę przyznać ze uwielbiam dialogi Kinga. Sa czasami zabawne, czasami przerażające, zaskakujące i ciekawe. Można śmiać się, płakać i bać jednocześnie. Chociaż to płakanie bardziej w przenośnie. Dlatego ze w sumie książka jest przewidywalna. Wiadomo ze przeżyje tylko jeden. Jest to powiedziane na początku nie ma tutaj żadnych niedomówień. Wiec sam fakt ze chłopców z każda strona jest coraz mniej nie powinien dziwić. tutaj widać mistrzostwo Kinga. Pierwszy odstrzelony chłopak robi wrażenie. Kazdy następny robi wrażenie. Chwilami czytając czułam ich ból, czułam ich cierpienie. No i przez jakiś czas po przeczytaniu książki nie miałam ochoty na długie spacery bez celu .

niedziela, 20 lutego 2011

Alchemik - Paulo Coelho


Kupiłam Alchemika jakoś zaraz po jego wydaniu w Polsce. Kiedy to był szał na Coelho. jego książki były przedstawiane jako jakieś objawienie. Przestawiane w samych superlatywach jako balsam dla duszy i ciała. Swoja droga powinnam już wtedy się domyśleć o co chodzi. Swojego czasu czytywałam książki tak zwane motywacyjne. Część z nich była mocna teoretyczna pisana coś na podobieństwo poradników psychologicznych, niektóre natomiast miały postać opowiadań z morałem i przesłaniem. Same historyjki dość proste i głupkowate, a morał miejscami naciągany. Tak czy inaczej w takich książkach w sumie nie chodzi o wartkość akcji i złożoność bohaterów, tylko raczej o te podnoszące na duchu cytaty i morały. Przyznać się muszę ze mi do gustu specjalnie nie przypadł akurat taki rodzaj literatury. Dla mnie były to po prostu książki które pomagały mi zasnąć kiedy akurat nie miałam nic innego ciekawego do czytania.
Zapewne gdybym to wszystko wiedziała przed kupieniem Alchemika odpuściłabym sobie ta książkę. Sama historia była mało interesująca. Większość cytatów równie dobrze mogłaby znaleźć się w rożnego typu książkach motywujących. Króciutkie rozdziały, minimalna ilość opisów sprawiają ze jest to książka dla przeciętnego kowalskiego. Książka na listopadowy wieczór dla kogoś kto w swoim życiu szuka odrobiny słońca i uśmiechu. Dla czytelnika bardziej wymagającego jest po prostu nudna. Dla mnie osobiście momentami zbyt prosta i trywialna jednocześnie siląca się na filozoficzna glebie.

czwartek, 17 lutego 2011

Ulisses


Teraz o samej książce niewiele będzie. Musiałabym najpierw ja dostać w swoje piękne łapki. I tak zastanawiam dlaczego właściwie ta książka jest tak trudno dostępna? Nie ma jej w żadnej księgarni a na allegro ceny są dość hmm dziwne. Co czyni to książkę jednocześnie tak niedostępna a zarazem pożądana? Czytałam trochę opinii na jej temat i wiele oso porzuciło lekturę po pierwszych 20 stronach. Tym bardziej mnie to ciekawi. Upatrzyłam sobie ta powieść jako temat mojej pracy na literaturę powszechna. Wprawdzie sadziłam ze będzie to lektura łatwa lekka i przyjemna ale fakt ze jest zupełnie odwrotnie wcale mnie nie zniechęca wręcz przeciwnie. Nie mogę się doczekać kiedy dorwę to opasłe tomisko w swoje ręce. Czy faktycznie napisze ta prace jeszcze nie wiem. Zależy jak bardzo trudna w czytaniu rzeczywiście okaże się ta książka. Nauczyłam się ze nie zawsze warto polegać na opiniach innych. Zresztą lubię trudne tematy to mnie motywuje do działania. Jedyny minus na chwile obecna to brak dostępnych książek. Jestem skłonna wydać na ta książkę do 50 zl. Niestety na allegro tak od reki na już teraz są w okolicach 100zl co wydaje mi sie zdecydowanie przesadzona ceną. No nic wygada na to ze będę musiała się uzbroić w cierpliwość i wybrać na wycieczkę po antykwariatach.

Pierwsze książki

Początki mojego "czytania" były bardzo dramatyczne. Pamiętam szkolna czytanka i nieszczęsne zdanie "Ala ma kota" które po prostu nie mogłam przeczytać. Dukałam, stękałam i płakałam. Niby znałam literki niby to wszystko wydawało się takie proste i oczywiste. Zdecydowanie w tedy tamtego dnia leżąc zapłakana na podłodze.. bo gdzież by indziej zrozpaczona 7 latka mogla wyrażać swoje niezadowolenie..myślałam ze czytanie to najgorsza kara i jest milion lepszych rzeczy do roboty niż jakieś "głupie" czytanie. Na szczęście dla mnie samej po paru tygodniach udało mi się przełamać mój wstręt to słowa pisanego. Przy okazji odkryłam ze nie wszystkie książki są tak nudne i bezsensowne jak podręczniki szkolne ;)
Pierwsze książki czytała mi mama bądź tata przed snem. Najczęściej baśnie Hansa Christiana Andersena. Z czasem powoli w bólach sama zaczynałam sobie coś tam podczytywać przed snem. W międzyczasie moje beztroskie dzieciństwo zostało brutalnie przerwane obowiązkiem szkolnym. I kiedy już myślałam że nie może być nic gorszego niż nauka czytania została nam zadana do przeczytania pierwsza obowiązkowa lektura szkolna. Ciekawe jest to wcześniejsze książki które zdarzało mi się czytać nie utkwiły mi tak w pamięci jak ta właśnie mała żółta książeczka. Mam na myśli "Dzieci z Bullerbyn". Przyznać się muszę ze wtedy książka ta wydawała mi się okropnie gruba i dosłownie nie do przeczytania. dzisiaj wydaje mi się to zabawne porównując objętość tej książki chociażby z Harrym Potterem. Zresztą wtedy czytanie polegało na liczeniu stron albo jak to miał w zwyczaju mój brat czytaniu co drugiej strony ;) Ale muszę przyznać ze po przeczytaniu kilku stron zakochałam się w książce. Potem na przestrzeni lat czytałam ja kilkakrotnie za każdym razem nie mogąc się oderwać czytając pod kołdrą po kryjomu. Z rodzicami to jest interesująca sprawa najpierw zmuszają do czytania a potem jak się czyta to każą iść spać ;P
Od razu muszę się przyznać ze w okresie szkoły przeczytałam jedynie 2 szkolne lektury wspomniane już "Dzieci z Bullerbyn" oraz "W pustyni i w puszczy". Próbowałam czytać Janka Muzykanta i inne nowele jednak skutecznie mnie one do siebie zniechęciły i na wiele lat porzuciłam zainteresowanie literatura nazwijmy to "szkolna". Wiele lat po ukończeniu edukacji podstawowej sięgnęłam po niektóre z tych książek. To w sumie istotne znać te pozycje. Jednak sam sposób w jaki szkoła je traktuje nigdy mi nie odpowiadał. Omawianie po łepkach odpowiadanie na pytania o interpretacje która ma być niby moja własna a jedna lepiej żeby była taka jaka polonistka ma na myśli. Oczywiście teraz wiem ze to nie jest dokładnie tak. Wiem tez ze nigdy nie miałam dobrej polonistki która potrafiłaby zainteresować mnie choćby najnudniejsza nowela powieścią czy sonetem. Ale w sumie nie o tym miało być. Chciałam tylko zauważyć ze moimi pierwszymi książkami były książki głownie przygodowe, bo tak właśnie traktowałam chociażby W pustyni i w puszczy. Trudno jest od 9 latka wymagać ze zauważy w tej książce coś wiec niż przygody dwójki porwanych dzieci starających się odnaleźć ojców.