czwartek, 3 marca 2011

Chemia Śmierci - Simon Beckett


Przy wyborze książki do czytania zazwyczaj kieruje się "wewnętrznym przeczuciem". Oczywiście książka może być polecona przez kogoś, ale nawet wtedy biorę tez pod uwagę moje własne odczucia do danej książki. czasami o moim wyborze decyduje drobiazg czy jak okładka, czasami cena, rodzaj i jakoś papieru i czy jest klejona czy nie. Prawdę mówiąc nawet najciekawsza książkę przestane czytać jak zaczyna z niej wypadać kartka. Poszukam wtedy po prostu innego egzemplarza. Z "Chemią śmierci" było inaczej. Po raz pierwszy w życiu kupiłam książkę bo była reklamowana. Widziałam w merze bilbord z "soczystym" opisem. A ponieważ lubię thrillery a najlepiej właśnie jak maja watki autopsyjne od razu poleciałam i książkę kupiłam. I tak faktycznie już po trzydziestu sekundach przechodzi cie dreszcz. Po minucie masz serce w gardle. A kiedy mija kolejne 5 minut zaczyna się książka... 1 rozdział jest tym czego szukałam w książkach tego typu. Thriller doskonały żeby czytać go w listopadowy wieczór przy słabym świetle. (czego nie polecam ze względu na oczy ;P) Ale brutalne opisy rozkładających się ciał to trochę za mało żeby nazwać ta książkę thrillerem. Ja się nie bałam właściwie byłam znudzona, nie odczulam tego dreszczyku. Nie czekam z niecierpliwością na odkrycie tajemnicy tych morderstw. A zaraz po skończeniu czytania książki zaraz o niej zapomniałam. Zdarzały się książki po których przeczytaniu nie mogłam spać przez parę nocy, i nie bynajmniej żadna z nich nie zawierała tak brutalnych opisów śmierci jak ta. Ogólnie to dobra książka dla kogos kto ma za dużo czasu i ma ochotę poczytać o muchach, larwach i tym podobnych okropnościach. Sama na przyszłość mam nauczkę żeby nie wierzyć reklama ;) Wiedziałam to już wcześniej ale sadziłam ze dotyczy to tylko proszków do prania a nie książek.
Jakiś czas później dostałam w prezencie dwie kolejne książki z serii. Przeczytałam bo akurat w tamtym momencie nie miałam nic lepszego do czytania. I najpierw w połowie kolejnej części zorientowałam się ze jest to cześć 3 a nie 2 a potem jak zaczęłam czytać 2 nie mogłam się połapać o co chodzi. Okazało się ze zupełnie nie pamiętam części pierwszej. Miałam pustkę w głowie. Przeczytałam wiec ja kolejny raz. Właściwie to przekartkowałam tak dla odświeżenia pamięci. Do trzeciej części już nie wróciłam i nigdy nie skończyłam jej czytać. Książka mnie rozczarowała i chyba nie dlatego ze jest kiepska. Bo nie jest myślę ze po zobaczeniu tej reklamy nastawiłam się na coś zupełnie innego. Coś powiedzmy w rodzaju połączenia Stephena Kinga (strach) i Robina Cooka (autopsje). Ponieważ nie miałam się czego bać historia wydala mi się po prostu nudna i praktycznie zaraz po przeczytaniu wyrzuciłam ja z pamięci. Zapewne żeby zrobić miejsca na coś ciekawszego albo straszniejszego zależy na co będę miała w najbliższym czasie ochotę ;)

6 komentarzy:

  1. e nigdy nie byłam zaciekawiona tą książką, ani żadną z tej serii i to chyba dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się wszystkie trzy bardzo podobały

    OdpowiedzUsuń
  3. Beckett to mój mistrz i wszystkie książki bardzo mi się podobały. Kiedy sięgnęłam po "Chemię śmierci" nic o niej nie słyszałam, nie czytałam notki z tyłu okładki, po prostu wypożyczyłam w bibliotece, bo spodobał mi się tytuł, a ja się śpieszyłam. I to był strzał w dziesiątkę! Również czytałam najpierw część pierwszą, potem trzecią, a na końcu drugą, bo w takiej kolejności miałam do nich dostęp, a nie umiałam się powstrzymać przed ich czytaniem. I nie żałuję - nic mi się nie mieszało, wszystko pamiętałam, a okres między poszczególnymi książkami był dość długi. Teraz chcę własne egzemplarze i czekam na kolejne tytuły u nas wydane :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczęłam moją przygodę z antropologami od książek Kathy Reichs a Beckett stoi na półce i czeka na swoją kolej ale coś mi się widzi , że bardzo mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam wszystkie cztery części i lektura wszystkich bardzo mnie wciągnęła.

    OdpowiedzUsuń