czwartek, 17 lutego 2011

Ulisses


Teraz o samej książce niewiele będzie. Musiałabym najpierw ja dostać w swoje piękne łapki. I tak zastanawiam dlaczego właściwie ta książka jest tak trudno dostępna? Nie ma jej w żadnej księgarni a na allegro ceny są dość hmm dziwne. Co czyni to książkę jednocześnie tak niedostępna a zarazem pożądana? Czytałam trochę opinii na jej temat i wiele oso porzuciło lekturę po pierwszych 20 stronach. Tym bardziej mnie to ciekawi. Upatrzyłam sobie ta powieść jako temat mojej pracy na literaturę powszechna. Wprawdzie sadziłam ze będzie to lektura łatwa lekka i przyjemna ale fakt ze jest zupełnie odwrotnie wcale mnie nie zniechęca wręcz przeciwnie. Nie mogę się doczekać kiedy dorwę to opasłe tomisko w swoje ręce. Czy faktycznie napisze ta prace jeszcze nie wiem. Zależy jak bardzo trudna w czytaniu rzeczywiście okaże się ta książka. Nauczyłam się ze nie zawsze warto polegać na opiniach innych. Zresztą lubię trudne tematy to mnie motywuje do działania. Jedyny minus na chwile obecna to brak dostępnych książek. Jestem skłonna wydać na ta książkę do 50 zl. Niestety na allegro tak od reki na już teraz są w okolicach 100zl co wydaje mi sie zdecydowanie przesadzona ceną. No nic wygada na to ze będę musiała się uzbroić w cierpliwość i wybrać na wycieczkę po antykwariatach.

8 komentarzy:

  1. Dla przeciętnego czytelnika "Ulisses" to jest totalna rewolucja. Coś zupełnie innego od wszystkich rzeczy czytanych wcześniej i być może przeczytanych w przyszłości. Nie wszyscy potrafią do tego przywyknąć i się w to wczuć, stąd pewnie spora liczba osób, które porzucają tę lekturę po pierwszych kilkunastu stronach (ja zresztą też miałam jedno nieudane podejście). Ciężko o nim pisać, bo każdy opis wydaje się płaski i blady... Strumień świadomości, zabawa słowami, mnóstwo ukrytych znaczeń i powiązań - ta książka jest jak sprawnie i bez większego wysiłku działająca maszyneria. Ale i nie bez iskry Bożej. Istne arcydzieło. Nie łudzę się, że zrozumiałam z niej choć jedną setną, ale na pewno bardzo pomogła mi interpretacja Nabokova z jego "Wykładów o literaturze" - polecam Ci to opracowanie, jeśli zamierzasz się zmagać z "Ulissesem".

    Rozumiem, że nie interesuje Cię egzemplarz biblioteczny, chcesz mieć tę książkę na własność? Najłatwiej byłoby pewnie o wydanie Znaku z 2004, jeszcze całkiem niedawno zdarzało mi się na nie natknąć w księgarniach, nie wiem jak jest teraz. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało mi się zdobyć Ulissesa. Wydanie z roku 1981 w całkiem dobrym stanie. Prawdę powiedziawszy wygląda jak nigdy nie czytane.

    Z opracowania na pewno skorzystam dziękuje za podpowiedz. A Ulissesem zainteresowałam się ponieważ przy probie opisania twórczości Cortazara co chwile miałam odniesienia do Joyca, których zupełnie nie rozumiałam. Postanowiłam wrócić więc do "korzeni" i zacząć od Joyca. Ponieważ książkę mam na własność nie gonią mnie terminy i jeśli nie uda mi się uporać z nim za pierwszy razem będę próbować do skutku. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej! Ja tylko chciałem się przywitać i życzyć powodzenia z Ulissesem. Im więcej czytam współczesnej ambitnej literatury, tym bardziej widzę, jak ważna to jest dla wielu pisarzy książka. Wydaje mi się, że to jest w ogóle Biblia wszystkich literackich innowatorów. Jeśli nie musisz tego przeczytać na jakieś zajęcia, nie spiesz się i nie zniechęcaj. Mnie udało się skończyć Ulissesa chyba dopiero za trzecim podejściem. I to w przeciągu bodaj dwóch lat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodam jeszcze, że nie możesz znaleźć Ulissesa nigdzie dlatego, że nasi wydawcy niesprzedane książki, z tego co wiem, oddają na przemiał, bo oczywiście oddać do bibliotek albo do "Tanich książek" im się nie opłaca. Kiedyś cały post poświęcił temu niejaki snoopy na swoim blogu: http://bryka-brak.blogspot.com/

    W ogóle zastanawiałem się czy nie spróbować nagłaśniać w blogosferze złych praktyk wydawców. Gdyby dużo ludzi się włączyło, jestem pewien, że coś udałoby się zmienić. W końcu chodzi o szerszą dostępność głównie klasyki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem w szoku nie wiedziałam ze nie sprzedane książki spotyka taki los. Chociaż nie powinno mnie to dziwic. Zauważyłam ze panuje kult nowej ksiazki. Nawet tutaj na blogach jak ktoś pokazuje swoje biblioteczki to naprawdę niewiele na nich starszych egzemplarzy.

    Ulissesa chce przeczytać dla siebie wiec mam czas i nie muszę się śpieszyć. To trafne porównanie z ta Biblia. Odkąd zaczęłam szerzej interesować się literatura często trafiam na odniesienia do Joyca. Teraz kończę czytać "Portret artysty" a potem się zobaczy za którym podejściem uda mi się przebrnąć przez Ulissesa. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo są różni czytelnicy, a wśród nich różni kolekcjonerzy. Dla mnie najważniejsza jest treść i to, czy książka mi się przyda teraz lub w przyszłości, więc różne wartościowe pozycje gromadzę niezależnie od ich stanu, ale rozumiem też tych, dla których ilościowy aspekt się liczy. Miło popatrzeć na półki zastawione od podłogi do sufitu książkami, szczególnie własnymi. A drugi obieg książki jest jeszcze dosyć skromny w naszym kraju, takie mam wrażenie. Częściowo właśnie z winy wydawców.

    Ostatnio np. Znak wydał ładnie Braci Karamazow. Chciałem poczekać aż książka pojawi się w drugim obiegu, ale jakoś nie udało mi się na nią dotąd trafić. A to jest klasyka klasyki, więc warto coś takiego mieć, bo np. wiem, że będę chciał to kiedyś w przyszłości przeczytać. I choćby z tego powodu nie zawsze mam ochotę płacić popremierową cenę za książkę. Szczególnie że i tak kupuję dużo nowych pozycji. To samo miałem z Moby Dickiem, którego ostatecznie kupiłem po angielsku, nową sztukę za 9 zł. Rozglądam się też od dłuższego czasu za Bleak House Dickensa, które już od kilkudziesięciu lat nie było wznawiane. Pewnie też skończy się na tym, że kupię oryginał.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja uważam że czytanie oryginałów nie jest wcale takie złe. Oczywiście są dobre tłumaczenia które warto przeczytać, akurat chyba z klasykami nie ma tego problemu ale niektóre nowości nie koniecznie bestsellery maja często kiepskie tłumaczenia. Czasami mam wrażenie ze wrzucone do google translatora ;P Ostatnio doszłam do wniosku ze wielkich klasyków wole przeczytać w oryginale, przynajmniej tych angielskich. Tylko troszkę muszę jeszcze podszkolić mój angielski żeby w pełni docenić ich kunszt pisarki.

    Mi czasami zdarza się kupić książkę zaraz po premierze, chociaż najczęściej czekam na przecenę albo szukam z drugiej reki. Lubie nowe książki ale umiem docenić też te trochę starsze, podniszczone. W końcu liczy się treść nie okładka. Mam parę książek na które musiałam "polować" choćby właśnie "Ulisses", ale taka zdobycz jeszcze bardziej cieszy. A największe szczęście to jak na bazarze w stercie staroci wygrzebie jakąś perełkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam nic przeciw czytaniu oryginałów, a wręcz z podziwem patrzę na tych, którzy to robią. Ja jednak nie mam potrzeby czytania wszystkiego, czy nawet większości rzeczy w oryginale. W ciągu życia mamy w sumie możliwość naprawdę dobrze poznać tylko kilka książek i dla tych warto nawet nauczyć się nowego języka. Sam marzę, żeby znaleźć w tej chwili czas na naukę drugiego języka oprócz angielskiego, na tyle żeby móc czytać oryginały. Szczególnie, że próbuję się realizować jako tłumacz.

    Pełna zgoda co do jakości tłumaczeń. Mamy takie rewelacyjne narzędzia, internet, komputery, że wszystko powinno wychodzić nie tylko szybciej, ale i ładniej. Kiedyś inaczej to wyglądało. Ale może to po prostu kwestia wolumenu. Więcej się tłumaczy, to i więcej jest kiepskich tłumaczeń, a odsetek może jest taki sam jak kiedyś.

    OdpowiedzUsuń